Znani, utytułowani i zapomniani (14): Garbarnia Kraków
Przed nami kolejny odcinek wielkiej podróży w jaką PilkaNożna.pl zabiera swoich czytelników. Każdego tygodnia przypominamy o klubach, które na stałe zapisały się na kartach historii futbolu, jednak dzisiaj nie ma ich w gronie najlepszych. Mimo bogatej historii, wielkich sukcesów, borykają się z problemami i bardzo często grają w niższych ligach. Na warsztat wzięliśmy już takie firmy jak Sheffield Wednesday, Szombierki Bytom, Leeds United, Stal Mielec, AS Monaco, Nottingham Forets, Real Oviedo, GKS Katowice, Blackburn Rovers, FC Nantes, US Pro Vercelli Calcio, Huddersfield Town. I Eintracht Brunszwik. Dzisiaj czas na Garbarnię Kraków.
Przemysł motorem napędowym futbolu
Początki klubu są związane z powstaniem w krakowskiej dzielnicy Ludwinów zakładów garbarskich. Te zostały powołane do życie na początku XX wieku, jednak już we wczesnych latach 20. w związku z rozwojem firmy, postanowiono wyłożyć odpowiednie fundusze na drużynę piłkarską. Zanim jednak powstała Garbarnia Kraków, na piłkarskiej mapie polski pojawił się inny klub, a mianowicie KS Lauda, który zrzeszał w swoich szeregach głównie pracowników zakładów garbarskich. Wśród nich byli m.in. tacy zawodnicy jak Jochimczak, Uhl czy Szczepaniak. KS Lauda nie zajmował się jednak tylko piłką nożną. Równolegle postała także sekcja kolarska, a nieco później dołączyły do nich zapasy i szczypiorniak. Klub powstał w 1919 roku, jednak formalnie został zarejestrowany dopiero w 1921. Powodem była wojna z bolszewikami i oczekiwania na sformowanie się Krakowskiego Związku Piłki Nożnej. W końcu się jednak udało i zespół mógł przystąpić do rozgrywek piłkarskich. KS Lauda swoją przygodę z ogólnopolskim futbolem zaczął od C Klasy, czyli najniższego stopnia ówczesnych rozgrywek piłkarskich w kraju.
Początkowa opieka Polskich Zakładów Garbarskich nad klubem ograniczała się głównie do patronatu, jednak już w roku 1924 postanowiono przejść do całkowitego sponsoringu, co wiązało się ze zmianą nazwy zespołu na Klub Sportowy Garbarnia. Nowi mecenasi nie zamierzali skąpić grosza i postanowili zbudować w Krakowie drużynę, która mogłaby zawojować całą Polskę. Do 1926 roku wybudowano nowy, bardzo nowoczesny jak na tamte czasy obiekt z krytą trybuną na dwa tysiące miejsc. Jakby tego było mało, do użytku oddano nowy budynek klubowy, w którym piłkarze mieli wszystko, czego potrzebowali, a czego nie mieli ich koledzy z innych klubów. W takich warunkach walka o przedarcie się do najwyższej klasy rozgrywek była niezwykle ułatwiona, a kibice w Krakowie już ostrzyli sobie zęby na przyszłe spotkania swoich pupili z najlepszymi w kraju. Do I ligi udało się awansować w 1928 roku po pokonaniu w decydującej rozgrywce takich ekip jak Polonia Przemyśl i ŁTSG Łódź.
Czas prosperity
Fachowcy nie dawali większych szans Garbarni na podbój najwyższej klasy rozgrywek. Ba, wieszczyli jej bardzo szybki spadek, jednak piłka nożna raz jeszcze pokazała swoją nieobliczalną twarz i udowodniła, że nie poddaje się żadnym ograniczeniom i zasadom. Już w swoim premierowym sezonie w elicie Garbarnia walczyła jak równy z równym z najlepszymi i niewiele brakowało by zdobyła mistrzostwo Polski. Zakończyło się na drugim miejscu ze stratą zaledwie jednego punktu do Warty Poznań. Trzeba jednak dodać, że tytuł ten przyznano Warcie przy „zielonym stoliku” ponieważ PZPN postanowił już po zakończeniu rozgrywek zweryfikować wynik meczu Warty z Turystami Łódź na walkower dla poznaniaków. Dzięki temu do ich konta doliczono dwa punkty, które okazały się być kapitałem na wagę mistrzostwa. Gdyby nie ta decyzja, złote medale zawisłyby na szyjach zawodników Garbarni.
W kolejnym sezonie drużyna zajęła szóste miejsce w tabeli, jednak już w 1931 roku sięgnęła po swój jedyny tytuł mistrzowski. Trenerem zespołu był wtedy Austriak Karl Jiszda, który przeniósł na polski grunt nowe pomysły taktyczne i wykastrował drużynę z błędów wieku młodzieńczego. Jak nietrudno bowiem policzyć, Garbarnia w momencie zdobycia swojego pierwszego i jak się później okazało jedynego mistrzostwa, obchodziła dziesięciolecie powstania. Nie można więc było wyobrazić sobie lepszego prezentu. W kadrze krakowskiego klubu grali w tamtym okresie tacy zawodnicy jak Maurer (nie, nie Franz Maurer), Augustyn, Wojciechowski, Joksch, czy też reprezentanci krajów i Otto Riesner, Józef Smoczek, Gustaw Bator czy też Karol Pazurek. Cała kadra Garbarni z mistrzowskiego sezonu liczyła zaś jedynie szesnastu zawodników.
Wahania formy
W następnych sezonach piłkarze Garbarni nie notowali już tak znakomitych wyników. Drużyna plasowała się najczęściej w drugiej części stawki i do roku 1939, a więc do czasu rozpoczęcia działań wojennych jedynie raz spadła do niższej ligi. Podczas II Wojny Światowej zespół grał w tzw. okupacyjnych mistrzostwach Krakowa, w których nawet raz udało się mu zwyciężyć, jednak nie trzeba nikomu tłumaczyć, że rozgrywki te nie miały praktycznie żadnego prestiżu, a większość piłkarzy przelewała w tych mrocznych czasach krew w okopach na froncie. Po zakończeniu okupacji, Garbarnia nie otrzymała z automatu miejsca w najwyższej klasie rozgrywek. Walkę o nie musiała stoczyć z innymi klubami z Grodu Kraka, czyli Wisłą i Cracovią. Ku rozpaczy kibiców popularnych Garbarzy, ich zespół okazał się najgorszy spośród całej trójki i marzenia o grze w pierwszej lidze musiał na jakiś czas odłożyć.
Lata powojenne były dla Garbarni prawdziwą huśtawką nastrojów i formy. Drużyna to spadała z ligi, to znowu do niej wracała. Brakowało jednak stabilizacji, a jakby tego było mało, okres ten jest uznawany przez kibiców za jeden z najsmutniejszych w całej historii. Dlaczego? Tuż po wojnie, na mocy dekretów wydawanych przez komunistyczne władze, zarządzono przymusowe zrzeszenia klubów sportowych. Oznaczało to mniej więcej tyle, że Garbarnia w 1949 roku została wcielona do Zrzeszenia Sportowego „Związkowiec” i musiała zmienić nazwę na Związkowiec Kraków. Z kolei w roku 1951 klub wszedł w koligację z Koroną, a jego szyld przemianowano na Związkowe Koło Sportowe Włókniarz. Dla fanów był to policzek i coś co nazywają dzisiaj utratą tożsamości. Nazwa Garbarnia Kraków wróciła na sztandary dopiero w 1956 roku, kiedy idea zrzeszeń całkowicie upadła, tak jak upadało niemal wszystko co miało zabarwienie komunistyczne.
Klątwa Garbarzy
Jeśli zajrzeć na karty historii Garbarni, to znajduje się tam pewna data, która wyznacza granicę pomiędzy latami, kiedy drużyna znaczyła jeszcze coś w hierarchii polskiego futbolu, a tymi, kiedy w Ludwinowie ledwo wiązano koniec z końcem i walczono o przetrwanie. Datą to jest właśnie 1956 roku, kiedy to Garbarnia została pierwszym polskim zespołem w historii, który został zaproszony na gościnne występy w Chińskiej Republice Ludowej. Piłkarze zaprezentowali się w Azji całkiem nieźle, ale tak się akurat złożyło, że po powrocie do kraju klub z Krakowa już nigdy więcej nie dostąpił zaszczytu gry w elicie. Garbarnia traciła na znaczeniu i na pewno nie można powiedzieć, że była oczkiem w głowie komunistycznej władzy, ale nie mogło być inaczej, w końcu było to klub robotniczy. Co więcej, w 1973 roku podjęta została szokująca decyzja o wysadzeniu w powietrze zabytkowego stadionu, tego samego, który w 1926 roku wzbudzał podziw i zazdrość innych ekip w kraju. Na jego miejscu postawiono hotel, a Garbarzy skazano na tułaczkę po innych obiektach. Ciekawostką w całej sprawie jest fakt, że gdy piłkarze dowiedzieli się o tym, że stracą swój ukochany stadion, większość z nich przeklęła budowę hotelu, a w starych zapiskach można znaleźć nawet wspomnienia o swego rodzaju klątwie. Jak się okazało, była ona całkiem skuteczna, ponieważ w 2002 roku hotel zamknięto, a opuszczony dzisiaj budynek zostanie najprawdopodobniej zburzony.
Walka o przetrwanie
To co się obecnie dzieje z Garbarnią Kraków w niczym nie przypomina normalnego życia klubu sportowego. Po sukcesach dawnych lat pozostał już jedynie kurz, a ciężko znaleźć także osoby, które pamiętałyby tamten złoty, choć krótki okres. Drużyna przez lata grała w trzeciej i czwartej lidze, bez widoków na przyszłość i lepsze jutro. Po przeprowadzeniu reformy rozgrywek, Garbarze trafili do II ligi wschodniej (nominalnie trzeciej). Większych szans na awans na bezpośrednie zaplecze Ekstraklasy nie mają, ale też nie są zagrożeni spadkiem. Wszystko to przypomina raczej wegetację tej uznanej marki, jednak kibice, których dzisiaj pozostało zaledwie kilkuset, wciąż liczą na to, że lepsze czasy wciąż są przed ich ukochanym klubem.
Grzegorz Garbacik PilkaNożna.pl źródło fot: zbiory NAC
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.