Przed nami kolejny odcinek wielkiej podróży w jaką PilkaNożna.pl zabiera swoich czytelników. Każdego tygodnia przypominamy o klubach, które na stałe zapisały się na kartach historii futbolu, jednak dzisiaj nie ma ich w gronie najlepszych. Mimo bogatej historii, wielkich sukcesów, borykają się z problemami i bardzo często grają w niższych ligach. Na warsztat wzięliśmy już takie firmy jak Sheffield Wednesday, Szombierki Bytom, Leeds United, Stal Mielec, AS Monaco, Nottingham Forets, Real Oviedo, GKS Katowice, Blackburn Rovers, FC Nantes, US Pro Vercelli Calcio, Huddersfield Town. I Eintracht Brunszwik, Garbarnię Kraków, Las Palmas i Polonię Bytom. Dzisiaj pod lupę bierzemy Burnley FC.
Od rugby do futbolu
Początki klubu, który w swojej historii dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo Anglii datuje się na maj 1882 roku. To właśnie wtedy w Burnley postanowiono zamienić zespół bardzo popularnego na Wyspach rugby, na drużynę piłkarską. Popularni Bordowi (od koloru dominującego w godle klubu), jak nazwano ekipę z Turf Moor zaledwie sześć lat po swoich narodzinach zostali współzałożycielami (jednymi z dwunastu) Football League, czyli profesjonalnej ligi piłkarskiej. Zanim jednak do tego doszło, przyszło im zaliczyć swój pierwszy występ w Pucharze Anglii w 1885 roku, który do dzisiaj jest jedną z ciemniejszych plam na kartach historii Burnley. Drużyna doznała haniebnej, jak się ją dzisiaj określa, porażki z Darwen aż 0:11. Nieco lepiej ekipa z północnej części Anglii wypadła w swoim premierowym sezonie w lidze, gdzie zajęła na koniec dziewiąte miejsce, a do tego dorzuciła triumf w Lancashire Cup, gdzie pokonała swojego odwiecznego rywala, czyli Blackburn Rovers.
Od czasów powstania klubu do wczesnych lat XX wieku, Burnley niczym szczególnym się nie wyróżniło. Drużyna w lidze nie imponowała i zdarzało się jej kilka razy spaść do niższej dywizji. Na pewno nic nie zwiastowało tego, że na Turf Moor może zawitać w przyszłości wielki futbol, a jednak tak właśnie się stało. W sezonie 1912-13 Bordowi doszli do półfinału Pucharu Anglii, w którym musieli uznać wyższość Sunderlandu, jednak już dwa lata później byli najlepsi w tych rozgrywkach i sięgnęli po swoje pierwsze i jak się okazało ostatnie tego typu trofeum w swojej historii.
Mało? No to idźmy dalej, a dalej było jeszcze lepiej. W sezonie 1919-20 Burnley zajęło drugie miejsce w ligowej tabeli, tuż za plecami West Bromwich Albion, a już kilkanaście miesięcy później, to właśnie w hrabstwie Lancashire cieszono się z mistrzostwa Anglii. Jednego z dwóch, jakie Bordowi zdobyli podczas swojej wieloletniej działalności. Pamięć tego wydarzenia jest pielęgnowana w klubie do dzisiaj, podobnie jak inny wyczyn piłkarzy z tego sezonu. Burnley przegrało trzy pierwsze mecze rozgrywek mistrzowskich, a następnie zaliczyło serię trzydziestu (!) kolejnych spotkań bez porażki. Rekord ten przetrwał dziesiątki lat i został pobity dopiero przez wybitną drużynę Arsenalu w sezonie 2003-04. Podopieczni Arsene’a Wengera nie dali się wtedy pokonać przez 49 ligowych meczów.
Wojenna zawierucha i złote lata
Czasy tuż przed wojną i okres samych działań na froncie można śmiało pominąć jeśli chodzi o historię Burnley, podobnie jak innych angielskich klubów. Wyspy były wtedy pogrążone w zamęcie i ludzie zajęci byli czymś zupełnie innym niż piłka nożna. W pierwszym powojennym sezonie Bordowi zdołali zająć w drugiej dywizji miejsce premiowane awansem i wielki futbol ponownie zawitał na Turf Moore. Także w tym samym sezonie, drużyna pokonała kolejno takich rywali jak Aston Villa, Coventry City, Luton Town, Middlesbrough i Liverpool FC, przegrywając dopiero w wielkim finale FC Cup na Wembley z Charltonem Athletic. Złote lata miały jednak dopiero nadejść, a ich zwiastunem było pojawienie się w klubie dwóch fantastycznych pomocników tamtego okresu, czyli Jimmy’ego McIlroya i Jimmy’ego Adamsona oraz menedżera Harry’ego Pottsa.
To właśnie oni poprowadzili Burnley do zwycięstwa w rozgrywkach ligowych w sezonie 1959-60. Co ciekawe, podopieczni Pottsa zapewnili sobie mistrzostwo dopiero na samym finiszu rozgrywek po historycznym zwycięstwie na własnym boisku z Manchesterem United. 2 maja 1960 roku Bordowi po bramkach Trevora Mereditha i Briana Pilkingtona ograli Czerwone Diabły i po raz drugi w historii, to właśnie piłkarzom z Turf Moore przypadły złote medale rozgrywek. Dzięki triumfowi w lidze, drużyna z północnej Anglii dostąpiła zaszczytu gry w europejskich pucharach, jednak jej przygoda na międzynarodowej arenie nie trwała zbyt długo. Burnley doszło co prawda do ćwierćfinału Pucharu Europy, jednak warto dodać, że w drodze do najlepszej ósemki tych rozgrywek Anglicy musieli pokonać w dwumeczu Reims, ale już w kolejnej rundzie lepsi od nich okazali się piłkarze Hamburgera SV.
W 1970 roku stery zespołu przejął… Jimmy Adamson, który zastąpił na tym stanowisku Pottsa. Ten utalentowany pomocnik jeszcze kilka lat wcześniej zdobywał gole i zaliczał kolejne asysty na boiskach całej Anglii, jednak z powodu poważnego złamania nogi musiał on zakończyć karierę. Drużyna pod jego wodzą spadła z ligi, jednak po powrocie zdołała zająć trzecie miejsce w Pucharze Anglii (kiedyś rozgrywano takie mecze), a następnie sięgnęła po Tarczę Dobroczynności (dzisiaj Wspólnoty). Rządy Adamsona trwały do końca sezonu 1975-76, kiedy to po raz kolejny spadł on z Burnley z najwyższej klasy rozgrywkowej.
Przeminęło z wiatrem i powrót po 33 latach
Końcówka lat 70. i lata 80. to bez dwóch zdań jeden z gorszych okresów w dziejach klubu. Drużyna szczebel po szczeblu spadała na dół w hierarchii angielskiego futbolu, by w końcu zakotwiczyć aż w czwartej dywizji. Na Turf Moor przychodzili i odchodzili kolejni menedżerowie, jednak żaden z nich nie był w stanie poradzić sobie z coraz gorszą sytuacją finansową klubu i brakiem pieniędzy na transfery. Brian Miller, Frank Casper, John Bond i John Benson nie potrafili ogarnąć sytuacji i bardzo szybko żegnali się ze swoimi posadami.
Przełom lat 80. i 90. przyniósł mozolne odbudowywanie pozycji klubu i pięcie się krok po kroku, rok po roku w górę. W końcu, w sezonie 2003-04 drużynie prowadzonej przez Steve’a Cotterilla udało się wrócić na bezpośrednie zaplecze Premier League, gdzie spędziła sześć kolejnych sezonów. Pobyt w Championship nie zakończył się jednak spadkiem, a wielkim powrotem do najwyższej klasy rozgrywek. Sztuki tej udało się dokonać Bordowym w sezonie 2008-09, kiedy to finale baraży pokonali oni na Wembley przy obecności 80 tysięcy widzów Sheffield United 1:0 po bramce Wade’a Elliotta i po 33 latach przerwy wrócili do elity. Zespół prowadził wtedy Owen Coyle, a Burnley zostało ekipą z najmniejszego miasta jakie miało okazję gościć Premier League w swoich progach.
Przygoda z elitą Burnley trwała jednak zaledwie jeden sezon. Pierwszym ciosem dla zespołu było odejście w połowie rozgrywek Coyle’a, który dostał ofertę z Boltonu Wanderers i bardzo szybko zdezerterował na Reebok Stadium. Jego byli piłkarze długo walczyli o utrzymanie, ale ostatecznie zajęli osiemnaste miejsce, rozbijając na pożegnanie z Premier League Tottenham Hotspur 4:2. Od tego czasu Bordowi grają w Championship i niewykluczone, że jeszcze w tym roku włączą się do walki o awans. Po 31 rundach spotkań piłkarze Seana Dyche plasują się na dziewiątym miejscu w tabeli ze stratą zaledwie siedmiu punktów do miejsc barażowych. Wszystko jest więc możliwe i być może następców Stevene’a Fletchera i spółki ponownie zobaczymy w elicie.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.