Przed nami kolejny odcinek wielkiej podróży w jaką PilkaNożna.pl zabiera swoich czytelników. Każdego tygodnia przypominamy o klubach, które na stałe zapisały się na kartach historii futbolu, jednak dzisiaj nie ma ich w gronie najlepszych. Mimo bogatej historii, wielkich sukcesów, borykają się z problemami i bardzo często grają w niższych ligach. Na warsztat wzięliśmy już takie firmy jak Sheffield Wednesday, Szombierki Bytom, Leeds United i Stal Mielec. Dzisiaj przyszedł czas na AS Monaco.
AS Monaco jest na najlepszej drodze, by wrócić do elity
Jeśli jakaś drużyna aż siedmiokrotnie sięgała po mistrzostwo swojego kraju, a obecnie nie ma dla niej miejsca w najwyższej klasie rozgrywek, to musi to wzbudzać zdziwienie i prowadzić do zastanowienia się, jak do tego doszło? Właśnie w takiej sytuacji znajduje się aktualnie AS Monaco. Klub, który jeszcze kilka sezonów temu odprawiał z kwitkiem największe firmy na Starym Kontynencie i grał w finale Ligi Mistrzów, dzisiaj występuje w drugiej lidze francuskiej. Widoki drużyny z Księstwa na przyszłość są całkiem niezłe, ale jej pokręcone losy musiały znaleźć odbicie w naszym cyklu.
Historia AS Monaco zaczęła się 23 sierpnia 1924 roku, po połączeniu kilku mniejszych klubów z regionu. Na początku w Księstwie nie myślano zbyt poważnie o futbolu i nie snuto dalekosiężnych planów na przyszłość. Drużyna przez blisko dekadę grała w amatorskich ligach regionalnych i dopiero w 1933 roku została zaproszona przez Francuską Federację Piłkarską do grona profesjonalistów. Niestety, projekt ten nie przyjął się zbyt dobrze i po zaledwie roku Monaco wylądowało z powrotem w gronie amatorów i pozostało tam aż do 1948, kiedy to już na boisku wywalczyło sobie upragniony awans do drugiej ligi. Drużyna rozwijała się pod względem sportowym, a i jej sytuacja finansowa była coraz lepsza. W 1953 roku zaowocowało to awansem do najwyższej klasy rozgrywek. Zanim więc Monaco zadebiutowało w Ligue 1, takie firmy jak Olympique Lyon, OSC Lille, Nicea czy Olympique Marsylia zapełniały już swoje klubowe gabloty kolejnymi pucharami i medalami.
Architekt sukcesów
Tak to już jest, że największe sukcesy klubów piłkarskich są nierozerwalnie związane z konkretnymi personaliami. Nie inaczej było w przypadku Monaco. Kiedy w 1958 roku stery zespołu objął Lucien Leduc, chyba nikt nie podejrzewał, że zdoła on zbudować drużynę zdolną do walki o najwyższe zaszczyty we francuskim futbolu. Charyzmatyczny trener całkowicie odmienił oblicze Monaco i w ciągu pięciu lat swoich rządów w Księstwie sięgnął po dwa mistrzostwa kraju i dwa Puchary Francji. Dla kibiców, obserwatorów i chyba nieco ogólniej, dla Francuzów był to szok. No bo jak to? Drużyna z malutkiego Monaco nagle zaczęła rywalizować jak równy z równym z największymi w Ligue 1, a jakby tego było mało, coraz częściej ich ogrywała.
Sukcesy przyszły wraz z przyjściem do klubu Leduca i wraz z nim odeszły. W Monaco nie wykorzystano odpowiedniego jego spuścizny i drużyna od 1963 roku zaczęła balansować pomiędzy pierwszą i drugą ligą. Tak było do 1976 roku, kiedy to Jean-Louis Campora, nowy prezes klubu poszedł po rozum do głowy i wpadł na pomysł ponownego sprowadzenie Leduca do Monaco. No i co? No i okazało się, że był to strzał w przysłowiową dziesiątkę. Ikoniczny szkoleniowiec nie potrzebował bowiem zbyt wiele czasu, by wywalczyć awans do Ligue 1 i ponownie poprowadzić Les Rouge et Blanc do mistrzostwa Francji. Leduc jest nie zagrzał zbyt długo miejsca w Księstwie, ale tym razem, podwaliny które zostawił były fundamentem kolejnych sukcesów AS Monaco.
Futbol totalny i Arsene Wenger
Powiedzmy sobie szczerze, klub z Księstwa był skazany na sukcesy w latach 80. Powód? Na jego ławce trenerskiej zasiadały bowiem takie sławy jak twórca futbolu totalnego i legenda holenderskiego futbolu Rinus Michels, były opiekun Ajaksu Amsterdam Stefan Kovacs i stawiający swoje pierwsze kroki w zawodzie Arsene Wenger. Jeśli dodamy do tego takich zawodników jak Jurgen Klinsmann, George Weah czy Glen Hoddle, to mamy gotowy przepis na kilka trofeów i całkiem niezłe wyniki w europejskich pucharach. AC Monaco lat 80. i początku lat 90. dopisało na swoje konto dwa kolejne mistrzostwa kraju (1981-82 i 1987-88), Puchar Francji (1990-91) i zagrało w finale Pucharu Zdobywców Pucharów (1991-92), gdzie jednak górą był Werder Brema.
Wenger już wtedy stawiał na młodych i utalentowanych zawodników, co do dzisiaj jest jego znakiem rozpoznawczym. Co prawda Francuz odszedł ze stadionu Ludwika II w 1993 roku, jednak to właśnie on był ojcem chrzestnym takich piłkarzy jak Thierry Henry, Emmanuel Petit czy choćby Lillian Thuram, późniejszych mistrzów Świata i Europy, członków złotego pokolenia Trójkolorowych. O tym, że Wenger był jedną z najważniejszych postaci w historii klubu niech świadczy fakt, że po jego odejściu, Monaco jeszcze dwukrotnie w XX wieku sięgało po mistrzostwo. Co prawda następowało to już pod wodzą Jean’a Tigany i Claude’a Puela, ale w Księstwie nikt nie miał wątpliwości, co do tego, kto nadał tej drużynie pierwotny sznyt.
Europa w cieniu malutkiego Księstwa
Monaco nie było na Starym Kontynencie klubem anonimowym. Drużyna, która regularnie walczyła o najwyższe laury we Francji, mająca w swoich szerach znanych zawodników i ciesząca się wielką sympatią kibiców. To czego ówcześni podopieczni Didiera Deschampsa dokonali w sezonie 2003-04 przerosło jednak wszystkich, łącznie z klubowym skarbnikiem. Monaco w Lidze Mistrzów szło jak burza, ogrywając kolejno takie firmy jak Deportivo La Coruna, PSV Eindhoven i AEK Ateny (grupa), a następnie Lokomotiw Moskwa, Real Madryt i Chelsea FC. Piłkarze Deschampsa zatrzymali się dopiero w finale, gdzie lepszym zespołem okazało się FC Porto Jose Mourinho. O sile drużyny z Księstwa stanowili wtedy tacy piłkarze jak Fernando Morientes, Dado Prso, Ludovic Giuly czy Jerome Rothen, jednak ich sportowy sukces nie przełożył się na sytuację finansową klubu. Sezon 2003-04 zakończył się bowiem największym minusem na koncie Monaco w historii, a jego długi przekraczały 60 milionów euro.
Nic więc dziwnego, że kolejne lata nie były już tak tłuste, a z Księstwem żegnali się kolejni piłkarze i trenerzy. Monaco nie potrafiło nawiązać walki z potentatami Ligue 1, co nieuchronnie prowadziło klub na skraj przepaści. W sezonie 2010-11 drużyna zaliczyła bardzo nieudaną kampanię i spadła do drugiej ligi.
Idzie nowe
Po degradacji do niższej klasy rozgrywkowej, dalsza egzystencja klubu była bardzo poważnie zagrożona. Na szczęście dla miejscowych kibiców i całego francuskiego futbolu, znalazł się ktoś, kto postanowił wyciągnąć tą zasłużoną firmę z marazmu i finansowych tarapatów. Tym kimś został Dmitrij Rybołowlew, człowiek, który plasuje się w pierwszej setce najbogatszych ludzi na świecie wg magazynu „Forbes”.
Rosjanin zobowiązał się do zainwestowania ponad stu milionów euro w klub w ciągu czterech lat i trzeba powiedzieć, że ze swojej obietnicy się wywiązuje. Drużyna po 14 kolejkach obecnego sezonu w Ligue 2 zajmuje pierwsze miejsce w tabeli, a ściągnięcie do Księstwa utalentowanego Lucasa Ocamposa za 11 milionów euro świadczy o tym, że Rybołowlew nie zasypuje gruszek w popiele i na poważnie myśli o ponownym wprowadzeniu Monaco na sam szczyt hierarchii francuskiego futbolu.
Sukces Ewy Pajor! Wygrana w El Clasico i kolejne trofeum do kolekcji
Barcelona Femeni sięgnęła po szósty tytuł Superpucharu Hiszpanii, odprawiając w sobotnim spotkaniu Real Madryt z kwitkiem. W podstawowym składzie Blaugrany wyszła napastniczka reprezentacji Polski, Ewa Pajor.
Michał Nalepa znalazł nowy klub! Opowiedział o życiu w Turcji
Był bez klubu od września, kiedy to rozwiązano z nim kontrakt ze względu na limit obcokrajowców, a po kilku miesiącach czekania wiemy, gdzie będzie kontynuował swoją karierę. Opowiedział nam o tym, jak żyje się w Kraju Półksiężyca.