Dwa mecze, dwa zwycięstwa. Zagłębie Lubin rzutem na taśmę pokonało na swoim boisku Wartę Poznań (1:0), zdobywając zwycięskiego gola w końcówce zawodów.
Miedziowi wykorzystali atut własnego boiska (fot. Łukasz Skwiot)
Zdecydowanym faworytem piątkowego meczu byli gospodarze, którzy na inaugurację pokonali na swoim boisku Lecha Poznań i wydawało się, że w starciu z dużo niżej notowaną Wartą również nie będą mieć problemów z dopisaniem na swoje konto trzech punktów. Beniaminek z Poznania przed tygodniem stoczył co prawda wyrównany bój z Lechią Gdańsk, jednak ostatecznie przegrał i wciąż czekał na swoje pierwsze punkty po powrocie na najwyższy poziom.
Od początku większą kulturę gry przejawiali gospodarze, którzy z mozołem budowali swoje ataki i spokojnie szukali luki w obronnych zasiekach Warty. Drużyna prowadzona przez Piotra Tworka, podobnie jak podczas meczu z Lechią, nie zamierzała tanio sprzedawać skóry i podjęła walkę. Nie wynikało z tego nic szczególnego z przodu, jednak w tyłach goście prezentowali się przyzwoicie i dlatego Zagłębie miało problem ze stworzeniem akcji, która przyniosłaby upragnionego gola.
Najbliżej szczęścia w dość przeciętnej pierwszej połowie był Sasa Zivec, który po wypuszczeniu na pozycję przez Filipa Starzyńskiego wpadł w pole karne i mimo asysty obrońcy zdołał oddać strzał. Słoweniec huknął z całej siły i Wartę po jego uderzeniu uratowała poprzeczka. Jako, że strzał w obramowanie bramki nie zalicza się do kategorii „celnych”, to w pierwszych 45 minutach w Lubinie nie zobaczyliśmy ani jednego takiego zagrania.
Tuż po zmianie stron bliski szczęścia był sam Starzyński, który po znakomitej wrzutce w pole karne uderzył bez przyjęcia. Piłka pewnikiem wpadłaby do siatki, gdyby nie została zablokowana przez jednego z obrońców. Zagłębie zaczęło jednak podkręcać tempo, a na bramkę Warty raz za razem zaczęły sunąć kolejne ataki. Klarownych okazji wciąż brakowało, ale był to jasny sygnał piłkarzy Martina Seveli, że nie zamierzają się oni zadowolić jednym punktem w starciu z beniaminkiem.
W 67. minucie Miedzowi wyprowadzili błyskawiczny kontratak. Damjan Bohar popędził prawym skrzydłem i wyłożył piłkę przed bramkę do nadbiegającego Patryka Szysza. Ten szykował się do zamknięcia akcji celnym strzałem, jednak w ostatniej chwili ofiarną interwencją Wartę uratował Jakub Kiełb.
Kiedy wszystko wskazywało na to, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem, Zagłębie zadało nokautujący cios. W 89. minucie dobre dośrodkowanie Kacpra Chodyny z prawego skrzydła wykorzystał Bohar, który głową pokonał Adriana Lisa i zapewnił swojej drużynie komplet punktów. Dla gospodarzy było to drugie kolejne spotkanie, w którym rozstrzygali oni o zwycięstwie po 80 minucie. Mistrzowie końcówek.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.