Trener Maaskant nie zaufał Maciejowi Żurawskiemu i pod nieobecność Cwetana Genkowa na szpicy wystawił Patryka Małeckiego. – Patrząc na warianty ćwiczone na treningach, nie było to dla mnie zaskoczeniem – przyznał po meczu „Żuraw”.
Szkoleniowiec posłał go do gry w drugiej połowie, by zwiększyć siłę rażenia, jednak strat nie udało się zniwelować. – Mieliśmy pecha przy pierwszym golu, bo gdyby Radek nie interweniował, bramkarz pewnie złapałby piłkę. Co zrobić, chciał przeszkodzić rywalowi.
– Nie mam wątpliwości, że drugi gol był efektem naszego szturmu, który miał przynieść wyrównanie. Postawiliśmy wszystko na atak, na jedną kartę i zaczęło dochodzić do problemów w obronie – mówił napastnik Wisły.
– Śląsk grał bardzo defensywnie i trudno było ten mur sforsować. Już w szatni powiedzieliśmy sobie, że o tym meczu trzeba zapomnieć. Tak naprawdę nic się nie zmienia. Nadal jesteśmy liderem, nadal walczymy o mistrzostwo i rozdajemy karty. Przytrafił nam się zimny prysznic, ale nie patrzymy za wiele na Jagiellonię – zakończył Żurawski.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.