Optymistyczna elegia dla Legii [Felieton Zbigniewa Rokity]
Kilka lat temu pewien komentator nieco się zagalopował nazywając mecz Piasta z Legią derbami Polski. Dziś na zasadzie „odwróć tabelę, Legia i Piast na czele” to raczej mecze o awans do I ligi, które ku mojemu, jako kibicowi Piasta,
zadowoleniu, Piastunki przegrały. Legia bije własne antyrekordy, ja jednak odczuwam dysonans.
Z jednej strony całe życie byłem socjalizowany do legiosceptycyzmu – jako Ślązak, jako kibic drużyn z Legią rywalizujących czy wreszcie jako mieszkaniec peryferiów (ach ten symbolicznie potężny transparent „Jesteśmy waszą stolicą”, który nigdzie nie działa tak jak na Śląsku – nam wybitną frazę „Cała Polska w cieniu Śląska” zajął już Śląsk Wrocław). Stąd myśl o tym, że Legia, w której działa wszystko poza piłką, może spaść z ligi (podczas gdy od wojny występuje w niej nieprzerwanie) ekscytuje mnie, bo po pierwsze, przyniosłoby to Opowieść, a po drugie, jeszcze bardziej uatrakcyjniłoby I ligę. Nową dla mnie bowiem jest sytuacja, w której mamy nie jeden, a dwa poziomy rozgrywkowe, które ogląda się z zapartym tchem: w I lidze gra dziś 7 byłych mistrzów kraju, którzy łącznie wywalczyli 36 mistrzostw – dla porównania w ekstraklasie występuje 9 byłych mistrzów. Ale z drugiej strony nie chcę ligi wyjałowionej z tych najpierwszych emocji, które przynoszą mecze pełne drugich i trzecich den. Bo to te prawdziwe emocje, a nie odgórne decyzje o tym, że Górnik z Gieksą czy ROW-em ma się lubić bądź nie.
Wisława Szymborska (ta sama, która spytana o to, kto wygra mundial, odpowiedziała, że „od kiedy Szombierki Bytom wypadły z pierwszej ligi, przestała się interesować futbolem”) w jednym z wierszy pisała o „wyroku skazującym na ciężkie norwidy”. Legia ostatnio „skazała się na ciężkie papszuny”, a ja pojechałem na ostatni w tym roku ligowy mecz Rakowa, aby zobaczyć ostatni na Rakowie mecz trenera. I na Limanowskiego 83, jednym z najfajniejszych do kibicowania obiektów w Polsce, najbardziej poruszyło mnie nawet nie dziecko, które gdy wszyscy skandowali „precz z komuną”, krzyczało „precz z komórą” – bo kapitał kulturowy tylko na tyle mu pozwolił. Najbardziej poruszył mnie moment, gdy spiker wykrzykiwał imiona kolejnych zawodników, a stadion głośno doskandowywał ich nazwiska – aż do momentu, gdy zawołał: „oraz trener Marek…”. Wtenczas stadion niemal go zmilczał (głośnej skandowano nawet „Pozdrowienia do więzienia”). Wtedy pomyślałem sobie o tym odsłoniętym wiosną muralu Papszuna, na którym ktoś niedawno napisał nawet nie bluzgi, ale coś znacznie bardziej poruszającego: „Mogłeś być legendą”.
Opowieść, którą snuje Raków, będzie trwała i bez Papszuna, nigdy nie doszło do papszunizacji Rakowa, istnieje życie po Papszunie.
I jakoś to mimo wszystko smutne, bo jestem kibicem barw, członkiem plemienia, ale w futbolu szukam przede wszystkim Opowieści. Tymczasem w wielkiej piłce, zwłaszcza klubowej, system jeszcze się co prawda nie domknął, ale wraz z profesjonalizacją i komercjalizacją coraz mniej w nim miejsca na niespodziewane. Dlatego wypatruję tych wszystkich „błędów Matrixa”, momentów prawdziwych: jak historia Podolskiego w Górniku, Piszczka w Goczałkowicach, a może niebawem tej pisanej przez Avię Świdnik. W ostatnich latach tymczasem jedną z najpiękniejszych była właśnie Opowieść o Rakowie Papszuna i prezesa Michała Świerczewskiego, który jako młodzieniec obiecał sobie, że kiedyś stworzy wielki Raków. Papszun zostawia go jako jednego z kandydatów do wszystkich możliwych laurów, co jeszcze dodaje Papszunowej historii tragizmu.
Nie mam za złe Papszunowi, Warszawiakowi, przejścia do Legii (kibice Rakowa mówią mi zresztą, że nie o zmianę klubu chodzi, ale o styl). Na stadionie tego dnia żal było mi jedynie Opowieści. Ale później pomyślałem sobie, że Opowieść, którą snuje Raków, będzie trwała i bez Papszuna, nigdy nie doszło do papszunizacji Rakowa, istnieje życie po Papszunie.
A może i Papszun napisze niebawem kolejną Opowieść? Może uzdrowi Legię? Bo w lidze, w której w ciągu 7 sezonów było 5 mistrzów (europejski fenomen), gdzie różnica między strefą pucharową a spadkową wynosi 9 oczek, gdzie liderująca Wisła daje z siebie wszystko, aby liderką nie być, nie wygrywa żadnego z pięciu ostatnich spotkań, ma mniej goli strzelonych niż ostatnia w tabeli Termalica, po czym wskakuje na fotel lidera – bo w tej najdziwniejszej z lig w Europie najłatwiej można wciąż napisać romantyczną Opowieść.
Z opóźnieniem przeczytałem tekst Leszka Milewskiego pod tytułem „Sen o Widzewie”. Zaczyna się tak: „Ukułem kiedyś myśl, według której na Widzewie zawsze trwa mecz z Borussią Dortmund. Wchodzisz na stadion, patrzysz na murawę – składy jakby inne. Nie widać Łapińskiego, Citki. Nie widać Sammera, Rickena. Ale jeśli tylko odpowiednio zmrużysz oczy, są. Są jako cień zdarzeń, są jako wieczny punkt odniesienia. Wieczny punkt odniesienia, w którym przyszły triumfator Ligi Mistrzów w końcówce wali po autach, by wywieźć ze skromnej Łodzi remis”.
Konsternacja. Które oblicze reprezentacji jest prawdziwe?
Pytanie które oblicze reprezentacji Polski jest prawdziwe? To z piątku przeciw Holandii, która nas uwiodło, czy to z poniedziałku, z koszmarnego meczu na Malcie, które nas przestraszyło?
Lewandowski zatańczył do muzyki Probierza [KOMENTARZ]
Robert Lewandowski w sprawie pozbawienia go opaski kapitana reprezentacji Polski zatańczył tak, jak mu zagrano. Został wskazany palcem przez selekcjonera jako zły kapitan kadry, zawieszając karierę reprezentacyjną, decyzję Michała Probierza jeszcze podżyrował.
Wisienka na neapolitańskim torcie. Czy Napoli nie odda już prowadzenia w Serie A?
Przed nami najbardziej pasjonująca końcówka sezonu Serie A w XXI wieku! Zarówno lider SSC Napoli (79 punktów), jak i wicelider Inter (78) do finiszu przystępują wyczerpane fizycznie i psychicznie. Oba zespoły są jednak gotowe na wykonanie tego ostatniego, decydującego kroku.
Utopia czy dystopia – Inter rzuca wszystkie siły na Champions League
Jeszcze parę tygodni temu, w czarno-niebieskiej części Mediolanu celowano w potrójną koronę i wcale nie wydawało się to utopią. Wydarzenia na przełomie kwietnia i maja sprawiły jednak, że Inter musiał poważnie zmodyfikować swoje cele na koniec sezonu 2024/2025.